Witaj podróżniku Rejestracja / Logowanie
Serwer
Opis Świata
Rzemiosło
Umiejętności
Ostatnie wieści 
Encyklopedia KC 
Twoje źródło informacji!

  
Napisany przez Pancura on 2010/5/21 13:17:37 (166 odsłon)



Oj, wiele się działo od ostatnich moich odwiedzin w tej karczmie. Wiele wody upłynęło, wiele opowieści krążyło po okolicy. Wiele gówna płynęło w rynsztoku. Wiele krwi upuścili dobrzy ludzie tym nieco gorszym. Ale, jak to bywa, ci gorsi upuścili sobie nawzajem i innym znacznie więcej!
Ale chyba pora przejść do rzeczy, panowie..
Otóż.. zaczniemy od tego, jak na dworze pojawił się gość, o którym wiadomo niewiele, prócz tego, że nazywa się Oren, a skórę ma czarną jak czort! Spokojnie, moi drodzy, nie rozglądajcie się, wszak pod Węgorzem nic złego wam się dziać nie może.. chyba że… aj, nie ważne. Do rzeczy. Ten ów szarlatan wpierw nie wiadomo czemu nawet, dacie wiarę, mnie, miast Tairika poczynał szeptać do ucha Ekspa.. tfu tfu tfu! Alricka Drugiego - niech mu.. ee to znaczy miłościwie nam panującego! na weselu naszego ministra kto widział.. a widziało tam sporo osób.. ja średnio pamiętam. Ktoś mnie poczęstował jakim proszkiem i w dziąsła kazał wcierać… a ja odleciałem do Brennusa.. no ale króla słabującego jeszcze pamiętam… zaschło.. kup kto piwo.

Zobacz więcej... | 4911 znaków więcej | Skomentujesz?


Napisany przez Pancura on 2010/4/29 17:01:14 (190 odsłon)

Wszędobylska mgła przelewała się gęstymi kłębami po pustych
ulicach i placach Siedmiobramu. Jednak miejsce to wydawało się być
wymarłe tylko z pozoru. Gdy chmura mgły na moment przerzedzała się,
mozna było się dostrzec nieruchome sylwetki, przypominające posągi
wojowników. Zardzewiałe miecze i tarcze prawie nie odbijały bladego
światła księżyca. Nie poruszały się ani o milimetr, trzymane przez
kościste ramiona. Czarne oczodoły tych istot skierowane były prosto
przed siebie. Gdzieniegdzie w ciemności majaczyły też koślawe sylwetki
owinięte w czarne płaszcze, spod których błyskały jedynie żółte,
świecące ślepia. Nagle, w jednym momencie gęsta mgła na placu przed
bankiem rozstąpiła się, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki.
Widać było teraz wyraźnie uzbrojonych po zęby szkieletowych
strażników w asyście nieumarłych magów. Jakieś wyraźnie wyczuwalne
napięcie zawisło na ten krótki moment w powietrzu. (...)

Zobacz więcej... | 3776 znaków więcej | 1 komentarz


Napisany przez Pancura on 2010/3/14 22:00:28 (168 odsłon)

Mężczyzna w bieli skończył czytać dokument i niecierpliwie walnął ręką w stół.
- Długo mam czekać na wino ?!
Karczmarz podszedł człapiąc ociężale, pociągnął nosem i wytarł tłuste ręce w szary od brudu fartuch.
- Panie, długo mam czekać na zapłatę ?
Mężczyzna westchnął, niechętnie wyciągnął chudy mieszek i wysupłał z niego kilka monet dla karczmarza. Ten obejrzał z zaciekawieniem otrzymane grosiwo i odszedł szurając podeszwami sandałów, niczym stary i gruby zmęczony niedźwiedź .
- Reszty nie trzeba.
Karczmarz burknął cos z oddali niewyraźnie, jednak mężczyzna w bieli zignorował go. Pochylił się nad stołem przebiegając jeszcze raz wzrokiem tekst na pergaminie. Przyczłapał karczmarz który stawiając dwie butelki wina na stole wymamrotał pod nosem.
- Paladyni nie śmierdzą groszem, poeci jeszcze bardziej, a ten jest w dodatku jednym i drugim.
- Wiesz, że znam sztuczkę z mieczem, jeśli chcesz to pokażę ci jak jednym cięciem odcina się oboje uszu.
Odezwał się nie odrywając oczu od pergaminu mężczyzna przy stole.
- Chętnie zobaczę tą sztuczkę.
Podniósł oczy znad pergaminu i spojrzał na kobietę która się odezwała. Wciągnął głęboko powietrze i wypuścił je powoli.
- Odcina się uszy razem z głową pani.
(...)

Zobacz więcej... | 5944 znaków więcej | 1 komentarz


Napisany przez Pancura on 2010/2/16 16:55:57 (159 odsłon)



- I po co mi było to wszystko? Po co? - Stary gnom siedział przy szynkwasie, pod zadkiem miał poduszki. Wypijał już kolejną butelkę wina i aż trudno było sobie wyobrazić, że ten mały żołądek może pomieścić takie ilości alkoholu, wciąż zachowując trzeźwość umysłu.

- Szlag by to... Pomyśleć, że jeszcze wczoraj byłem najbogatszym gnomem na zachód od Ankerfurtu. - Zdecydowanym ruchem, opróżnił butelkę do połowy, przetarł usta i zaczął płakać. Podróżnik, który przygadał się od dłuższego czasu dziwnemu gnomowi, nie wytrzymał w końcu i usiadł tuż przy nim.

- Raz na wozie, raz pod wozem... Co się wam w ogóle przytrafiło? – Spojrzeli sobie prosto w oczy. Wydawać by się mogło, że gnom tylko tego oczekiwał, aż w końcu ktoś zada mu to pytanie. Czasem, kiedy opowiemy nieznajomemu o naszych nieszczęściach, ulży nam wówczas odrobinę.

- Jestem Grigo Jansen ze sławnego rodu Jansenów. Największy kolekcjoner arcydzieł i artefaktów na całym kontynencie. Chyba tylko zbiory króla Alricka II mogły się równać z moimi zbiorami. Teraz wszystko przepadło! Wszystko przez tego przeklętego handlarza – Podróżnik zaśmiał się i poklepał Jansena po plecach. Skinął na karczmarza, aby podał dwie kolejne butelki wina, a gnoma zachęcił gestem do kontynuowania swojej opowieści...

Zobacz więcej... | 6028 znaków więcej | Skomentujesz?


Napisany przez Jules on 2009/5/17 1:46:38 (159 odsłon)
Wieści

Od jakiegoś czasu po krainie chodzi słuchy iż spośród orczych plemion barbarzyńskich, rozsypanych po krainie, wyłonił się nowy wielki wódz, który zbiera pod swym sztandarem słabsze plemiona orcze by ruszyć razem na wielka wojnę. Nikt nie wierzył w te plotki, zwłaszcza iż dotychczasowy przebieg wydarzeń oraz orcze podboje stanowczo zaprzeczały by ktoś z zielonoskórych sprzeciwił sie demonom pomagającym orkom w walce. Kolejna bajka wymyślona przez jakiegoś pijanego bajarza, który zabawia swymi opowiastki ludzi w karczmach przy kuflu piwa.
Cisze nocna przerwał nagły huk. Z pobliskich drzew ptaki wyrwane ze snu wzbiły sie do lotu przerażone potwornym hałasem. Bicie bębnów oraz wtórujące mu ryki orków idealnie komponowały się z niebem rozświetlonym tysiącami pochodni. Metaliczny dźwięk broni uderzanej o tarcze przypominał ten, który zwykło się słyszeć na polu bitwy. Potężna orcza armia na której czele jechał wielki ork zakuty w zbroje, błyszczącą w świetle ognistego żaru pochodni. Orki juz wiedziały...Przybywa nowy wódz, ten, któremu pisana jest chwała, bądź bohaterska śmierć w walce. Fort Wielkiego Pazura nawet nie stawiał oporu, wchłonięty całkowicie przez fale zielonoskórych wojowników. Nowy wódz wiedział iż jest wybrańcem swego pana, czuł jego moc. Brutalna siła, którą go obdarzył oraz żądza krwi, w jego przekonaniu zupełnie wystarczyła by podporządkować sobie wszystkie ziemie. Teraz stal na szczycie fortowej wieży spoglądając na swych wiernych wojaków, wznoszących triumfalne okrzyki, którzy poszli za nim przyciągnięci jego wizja podboju. Stał i spoglądał daleko przed siebie, wzrokiem próbując ogarnąć cala krainę, krainę która stała teraz otworem dla jego orczych legionów.


Napisany przez clsh on 2008/10/24 14:01:09 (265 odsłon)
Wieści

Potężna śnieżna nawałnica rozszalała się w okolicy starych ruin. Śnieg zacinał tak mocno, że nie dało się prawie nic ujrzeć. Przenikliwy chłód i szalejący wiatr zniechęciłby każdego do wystawiania się na taką pogodę.
Tutaj zawsze panowała taka pogoda. Może to właśnie było przyczyną tego, że od lat nikt nikogo tutaj nie widziano. Stara zrujnowana twierdza, była wysuniętym i dawno zapomnianym punktem strażniczym. Wszelkie wojska wycofali stąd jeszcze przed kataklizmem. Od tamtej pory tylko dzika zwierzyna i podmuchy wiatru odwiedzały to miejsce.
Tak było do dziś.
Grupa zakapturzonych postaci pojawiła się tuż przed wejściem do Twierdzy. Ubrani w ciemnoszare szaty, szyte z jakiegoś delikatnego materiału. Przewodził im wyraźnie odróżniający się od reszty, przygarbiony jegomość. Ten zaś odziany był w szkarłatną szatę, a w okół jego pasa pobrzdąkiwały rożnego rodzaju wisiorki i drobne amulety.

Zamieć straciła na sile a postacie już od jakiegoś czasu krzątały się po ruinach. Zdawać by się mogło, że żaden z nich nie cierpi zbytnio z powodu panującego chłodu. W pewnym momencie postacie zebrały się tuż przed wejściem do Twierdzy. Nagle okoliczne tereny przeszył nienaturalny pisk. Tony były tak niskie, że niektóre zwierzęta padły na ziemię ogłuszone, bądź martwe jeśli znajdowały się za blisko. Postacie zebrały się w kręgu. Istota w szkarłatnej szacie poczęła rozrzucać do okoła jakieś prochy. Pozostali wznieśli w górę demoniczne insygnia. Spreparowane czaszki, nabite na kij z przywiązanymi skrzydłami nietoperzy albo innych kreatur. Wszyscy wyglądali niemal identycznie, jedynie postać w szkarłatnych szatach wyraźnie się od nich różniła.
Mistrz ceremonii która miała tutaj miejsce zaczął wymachiwać swoja zdobioną różdżką wykonując z nią dziwne akrobacje. Pozostali czekali w skupieniu na dogodny moment. Pierwszy z nich wykonał nagle energiczny ruch swoja laska uderzając w głowę istotę w szkarłatnej szacie. Chwile później grad ciosów spadł na niego, a postać o dziwo wcale się nie broniła. Kolejne krople krwi zaplamiły śnieżnobiałą otulinę przed twierdza. Uczestnicy tego makabrycznego zdarzenia katowali jeszcze przez jakiś czas swoja ofiarę, po czym ta bez tchu padła na śnieg. Chwile potem wszyscy przyłożyli swoje kostuchy do głowy ofiary. Okropny pisk rozległ się po raz kolejny, postacie stały jednak niewzruszone. Oślepiający blask powstały z połączenia się wszystkich kosturów rozdarł okolice. Po chwili wszystko przygasło, a w miejscu w którym spoczywało wcześniej ciało znajdowała się tylko sterta prochu. Postacie jakby wyćwiczonym ruchem oderwały od siebie swoje zdobione kije, i wtedy proch poderwał się w górę. Zaczął wirować w różnych płaszczyznach, aż w końcu stworzył coś na kształt magicznego portalu o ciemnoszarej tonacji.

***

Kanivelus ruszył korytarzem w stronę jednej z sal prowadzących od głównego holu. Twierdza była w okropnym stanie, wiele ścian obsypało się, ale to nie było jego zmartwieniem. Dług szukali odpowiedniego miejsca, by nikt nie zakłócał ich przygotowań. Szybkim krokiem minął sale i skierował się do schodów prowadzących do podziemi. Zapalił po drodze pochodnie by rozświetlić sobie drogę. Im niżej schodził, tym bardziej zapach stęchlizny się nasilał. Nie mogli wybrać lepszego miejsca - pomyślał sobie Kanivelus, dumny z tempa jakie nabrały prace. Teraz ostatnia rzecz przed wielkim finałem ..
Doszedł na sam dół schodów i minął ogromne spróchniałe wrota.
Kiedy je uchylił oczom jego ukazało się pomieszczenie niegdyś będące zapewne jakimś magazynem. Teraz stało w nim wiele regałów z księgami, skrzynie z dziwnymi manuskryptami, starymi zwojami, najdziwniejszymi składnikami. Dwójka postaci właśnie rozpakowywała jedną z ostatnich skrzyń.
Kanivelus podszedł do jednego z topornie zbudowanych i zdobionych stołów i chwycił stary wolumin.
- Zanim zaczniemy trzeba będzie odwrócić ich uwagę - rzekł w stronę pracujących postaci, przytulając księgę do piersi.

***

Chłodna noc spowiła krainę. Male zachmurzenie i ładna pogoda przez cały dzień spowodowała, że księżyc dość jasno rozświetlał okolice.
Spóźniona karawana kupiecka wracająca z Srebrnogradu zbliżała się do przedmieścia Ankerfurtu. Woźnica Terrance przysypiał już od kilku ładnych ziaren. Długa podróż zmęczyła go równie bardzo co wczorajszy wieczór w tawernie. Czterech najemnych strażników rozgrywało właśnie ostatnia partie "oczka" na jednym z opustoszałych wozów karawany.
Nagle konie stanęły, zatrzymując cala karawanę. Niespokojnie rżąc i machając ogonami poczęły weszyć.
Zaspany woźnica zdążył podnieść tylko głowę, gdy nadlatująca strzała przebiła jego klatkę piersiową przyszpilając go do wozu.
Zaskoczeni strażnicy cisnęli kartami i w chaosie poczęli przyodziewać rynsztunek. Pierwszy z nich padł od kolejnego celnego strzału. Trzech pozostałych poczęło panicznie rozglądać się na boki. Z gałęzi nieopodal nagle coś się wyłoniło ...

***

Zakrwawiony, w obdartym odzieniu, resztka sił dobiegł do murów miasta.
Pomoooooocyyy !! Ratujcie !! Nieumarli na trakcie !! Pomocyy ... - krzycząc ile sił miał w płucach, przebiegł kawałek, po czym potknął się i padł pod nogami ubranego w czerwień strażnika.


Napisany przez clsh on 2008/4/22 15:58:55 (225 odsłon)
Wieści

Grupa jeźdźców zbliżała sie do bram Cesarstwa. Wszystko w około zdawało sie być martwe. Las z którego wyjechali już od dłuższego czasu nie wydał żadnego dźwięku. Minęli wiele ciał martwych zwierząt, poskręcanych w śmiertelnych konwulsjach. Mimo, że ich serca krwawiły na ten widok, spięli mocniej konie, by czym prędzej dotrzeć do celu.
Byli tymi którzy sami zgłosili się by wspomóc Cesarstwo. Wyruszyli kilka dni temu. Stawali na krotko, pędzili ile sil. Może ich wiedza i magiczne glify które wieźli pozwolą im zyskać trochę czasu.

***

Starszy elf dreptał niespokojnie kręcąc sie w koło. Rozglądał sie już od dłuższego czasu. Dawno powinni być. Czas gra zdecydowanie na ich niekorzyść. Machnął energicznie dłonią, potem przeklął wole duchów lasu, dając upust swojej frustracji. Nie może dłużej zwlekać. Musi komuś o tym powiedzieć.
Ruszył energicznym krokiem w stronę centrum osady licząc na to, że uda mu sie porozmawiać z Księciem. Niewiele czasu minęło od czasu jego elekcji, i na pewno ma sporo spraw na głowie. Starzec musiał jednak podzielić sie z kimś swoją wizją. Wcześniej myślał, że to tylko gra jego zmysłów. Wszystko zaczyna sie jednak tak bardzo urealniać.
Teraz zaczęło go ogarniać dziwne uczucie, że on to już wszystko widział. Cała naradę, blado-skórą kobietę, wielki kamienny krąg, tętniący energia znak mocy dokładnie taki sam jak ten na leśnym tarasie. Wydawało mu się, że słyszy nawet dźwięki muzyki jakiegoś barda. Myślał jednak, że to wszystko wcześniej mu sie tylko wydawało! Obecność paladyna rozwiała jednak resztki jego wątpliwości. Od wieków nikt nie widział tych świętych rycerzy. Jego aura jest silna, prawie tak silna jak widział to w swojej wizji.
Jeżeli to co widział zaczyna się spełniać, a ma podstawy by temu wierzyć, osada jest w ogromnym niebezpieczeństwie! Musi komuś o tym powiedzieć. Któż byłby lepszym powiernikiem tej tajemnicy jak nie sam Książę? Może jego wizja pomoże to wszystko powstrzymać ?
Bijąc sie z myślami ruszył po wielkich schodach w górę do osady.

***

Gorgath nachylił sie zdyszany nad sarna którą przed chwilą powalił celnym strzałem. Zręcznym ruchem wyciągnął prymitywny nóż zza pasa. Wprawnym ruchem reki rozciął skórę zwierzęcia. Krew powoli zaczęła spływać na jego dłonie. Uśmiech pojawił sie na pysku orka, gdy
dokończył swojego dzieła. Miał sie już podnieść i zabrać ciało do fortu, przynajmniej dziś będzie smaczna strawa. Wzrok jego przykuła nagle kałuża krwi która wypłynęła z sarniego ciała. Nie wsiąkła w ziemie, tylko zaczęła lekko falować jakby pojawił sie nad nią jaki wietrzny zefirek. Po chwili krew zmieniła swój kolor ze szkarłatnej w głęboką czerń. Przed orkiem zaczęły malować sie obrazy malowane jakby krwią
ubitej sarny. Stał tak przez chwile wpatrując sie w kałużę krwi. Ta wsiąkła po chwili w ziemie jakby wessana przez jakąś istotę. Ork upuścił z wrażenia nóż i wydzierając sie zaczął biec w stronę fortu.
Rogata przemówić do Gorgath! Gorgath ją widzieć !! ...


Napisany przez clsh on 2008/1/12 8:00:00 (325 odsłon)
Wieści

Na dźwięk potężnego walenia w bęben, zwierzęta poczęły panicznie czmychać w leśną gęstwinę. Nikt dawno nie słyszał tego dźwięku. Najprędzej usłyszeli go mieszkańcy pobliskiej wioski Bartniki. W niekontrolowanej panice, ładowali to co mieli pod ręka na wozy i ruszyli czym prędzej chować się za potężne mury Siedmiobramskiej stolicy. Przerażeni strażnicy ruszyli w stronę siedzib dowództwa…

W pokoju zajmowanym przez kapitana straży rozległ się dźwięk energicznego łomotania.
- Wejść ! – rzekł zwięźle kapitan, po czym poprawił się w fotelu, opierając się o oparcie, z niepokojem spoglądając na wchodzącego do środka oficera.
Oficer symbolicznie tylko zasalutował, po czym szybko przystąpił do raportowania :
- Kapitanie, sprawa ma się nie ciekawie… zwiadowcy wrócili … rozpoczęliśmy już wzmocnienia południowych i zachodnich murów. Nie da się jednak ukryć, że zagrożenie powraca. Nie wiemy jakim cudem, ale w forcie pojawił się Ork prowadzący coraz to większe rzesze tych kreatur do walki. Nieliczni którzy przeżyli spotkania, wspominają o bezgranicznym fanatyzmie z jakim ruszają te bestie pod jego wodzą. Jeszcze nie udało się ustalić szczegółów ale zaręczam, że to tylko kwestia czasu. Do czasu zapoznania się z sytuacja podwajamy posiłki przy miastowych brama… - Oficer nie skończył raportować gdy hałas rozmowy i zgiełk miasta przeszył kolejny odgłos walenia w bębny…

Dzicz wydawała się bezpiecznym schronieniem przez lata. Odkąd starsze orki strąciły kontrole nad fortem i musiały ugiąć się przed siłą siedmiobramskiej armii, spora część zielonoskórych została zabita, nie liczni zaś dali rade uciec w dzicz i uchować się przy życiu.
Jednak Ci którym się to udało, połączyli się w małe grupy-plemiona, by przetrwać na nieprzyjaznych terenach bagien. Zapomniani i samotni, rozpoczęli koczowniczy tryb życia na bagiennych terenach. Ciągła walka z zamieszkującymi te obszary Jaszczuroludźmi, spowodowała, że Ci co przeżyli stali się jeszcze bardziej agresywni, krwiożerczy, i wyuczeni w walce. Tego dnia nic nie zapowiadało zmian …
Grupa orczych wojowników, zamieszkujących północne tereny bagien wyruszała właśnie na polowanie. Dowodził im Ghorgatz, najpotężniejszy i najbardziej doświadczony z nich. Właśnie zasadzali się na jeden z patroli Jaszczuroludzi. Gdy ostatni z nich minął orczą zasadzkę, Orki z rykiem ruszyły na swe ofiary. Walka ta trwałaby na pewno o wiele dłużej gdyby nie to, że oprócz ich krzyku w powietrzu rozległ się donośny łomot walenia w bębny. Nawet Jaszczury uświadomiły sobie co właśnie ma miejsce. Dźwięk bębnów tak je sparaliżował, że nie stanowiły już żadnej przeszkody dla orków. Sam dźwięk bębnów spowodował, że Ghorgatz ze zdwojoną siła natarł na przeciwników. Nie trwało to długo jak jego oczy zalśniły karmazynowym odcieniem. Inne orki także wpadły w morderczy szał niesione dźwiękami bębna. Każdy z nich poczuł dziwny zew. Ktoś odnalazł magiczne bębny Orczych szamanów. Teraz wiedzieli, że mają dokąd wracać… Czym prędzej zebrali to co mogli unieść i ruszyli w stronę ruin fortu.

Dwa potężne Orki, stojące na resztkach jednego z murów fortu, na zmianę uderzały w ogromny bęben. Ogromny huk począł się wydobywać z instrumentu. Stojący na dole ork wykrzywił pysk w grymasie zadowolenia. Wiedział, że wszystko przebiega z wolą Rogatej. Grupa orczych szamanów rozrzucała wokół fortu dziwne specyfiki, tańcząc i charcząc dziwne inkantacje.
- Wasza bić mocniej! Każda uruk w kraina musieć słyszeć wołania! Rogata Wzywać!
Na dźwięk słów wodza, orki karnie poczęły jeszcze energiczniej walić w bębny.
Każdy ork w krainie usłyszał dziwne dudnienie w głowie. Po chwili opanowałą go żądza, pradawna dzikość na nowo się rozpaliłą. Fort wzywa, Rogata wzywa, Instynkt, Zew Krwi …..


Napisany przez clsh on 2007/10/30 10:45:18 (355 odsłon)

Grupa postaci ubranych na szaro, z wymazanymi w dziwnych barwach twarzami zmierzała do zabudowań nieopodal wody. Długo szukali odpowiedniego miejsca ktore miało być celem ich wędrowki. Pośrod grupy dziwnie idących istot, podążała jedna, wyraźnie starsza, wspierająca sie na kiju. Niosła przy sobie wielką księge, lekko kuśtykajac na jedna noge, obwieszona cała w łancuszkach z wielkich zębow. Inne istoty także poozdabiane były w rożnego rodzaju wyroby z przerożnie wyszlifowanych kości. Żadna jednak nie miała tak bogatego ozdobienia jak starzec. Wreszcie ich oczom ukazał sie cel ich podroży. Wedrowali wiele dni, od opuszczenia swej kryjowki.
- Najwyższa pora by wiedza gromadzona przez lata, pozwoliła nam zaistniec ! Bracia do kręgu ! - starzec otworzył wielka ksiegę, przykładajac jeden z zębow wiszący na łancuszku u niego do starego woluminu.
Wszystkie postaci pozakładały jakieś dziwne maski zbierając sie wokoł starca .
- Niech stanie sie nasza wola, a kult smoczych wyznawcow rośnie w siłę. .. - rzekl najstarszy z nich po czym począł przygotowania do jakiegoś mrocznego rytuału ....

Chcąc urozmaicić Wam rozrywkę, poprawiony został jeden z lochow.
Kolejny jest w trakcie spawnowania, wiec i jego powinniscie spodziewać się na dniach.

Miłej gry. Pozdrawiamy. Ekipa KC.


Napisany przez FalcoN on 2006/9/29 0:21:55 (372 odsłon)
Wieści

My Rada Thanów Karak Ar Khazad podjeliśmy wspólnie decyzje iż tylko Khazad i Gnomy mogą korzystać z kopalni znajdującej się koło Twierdzy, a także z nowej kopalni. Jeśli jakaś inna osoba zostanie przyłapana na eksploatacji naszych kopalni zostanie wydalona z Karak Ar Khazad oraz skazana na banicje....

Fangrim IX Droht

autor: Toshiro


Napisany przez Domx on 2006/7/6 9:34:11 (287 odsłon)
Wieści

Młodzieniec w rozchełstanej koszuli, czerwonej szarfie na piersi i przekrzywionym czerwonym berecie pędził przez Żelazny Tron, wymachując plikiem karteluszy. "Kuryer Ludowy! Kuryer Ludowy! Kupujcie pierwy numer Kuryera Ludowego! Sensacja! Władze Ludowe ogłaszają sojusz z Technomantami! Kupujcie!" krzyczał młodzian wniebogłosy, a gawiedź gromadziła się przy nim, skwapliwie łożąc dukaty na gazetę.


Status KC
NOWY
LOGIN:

gameserver1.aster.pl,5040
Status: ONLINE
Uptime: 30 h
Ilość kont: 3131
Ilość npc: 14704
Ilość itemów: 170626
Obciążenie: 18 %
Głosuj na KC!
UO Toplista

UO Top-100
Powered by
Aster Sp z o.o.
Losowy screen
Mroczne rytuały
Login
Użytkownik:

Hasło:


Zapomniane hasło?

Zarejestruj się!
Copyright 2003-2006 Kraina Cienia. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Silnik: XOOPS 2.0 © 2001-2007 The XOOPS Project
Grafika: FalcoN (Based on XPS) Do korzystania z szablonu, konfiguracji oraz treści powyższej strony mają jedynie prawo odpowiednie struktury serwera Ultima Online : Kraina Cienia ©. Wszelkie próby rozpowszechniania powyższych materiałów pod inną marką bądź na serwerach innych niż serwery firmy Aster winny być uznane za kradzież i publicznie potępiane.