Witaj podróżniku Rejestracja / Logowanie
Serwer
Opis Świata
Rzemiosło
Umiejętności
Ostatnie wieści 
Encyklopedia KC 
Twoje źródło informacji!

  
Napisany przez Pancura on 2010/5/9 21:11:33 (171 odsłon)

Matko ! Matko moja ! Bogowie, Brennusie, Sath, Mathlanie, Pani Lasu!
-wszystko napisane drżącą ręką, pismo krzywe i pourywane-
Widziałem go jak przez mgłę poranka niosąca się nad morzami Mathlana, na smoku zielonym leciał, i gromem jasnym ciskał w niego. Potworne, ziemia aż się trzęsła, a ogień spadał z nieba na korony Quel A’larin! Wszystko doszczętnie spalone. Lotesse umiera, a on sam nie żyje. Jak to się stało ? Czy ktoś coś widział poza mną?

Zobacz więcej... | 2317 znaków więcej | Skomentujesz?


Napisany przez Pancura on 2010/1/16 23:57:32 (132 odsłon)

Cichy szum lasu i ćwierkanie ptaków monotonnie przerywały głuche uderzenia siekiery o pień drzewa. Jak co dzień w lesie naokoło Bartników robota wrzała w najlepsze. W końcu trzeba nazbierać drzewa na następna zimę, a także mieć co sprzedać by kupić żywność dla swej rodziny. Tym razem Arnest poszedł jednak w inną stronę niźli inni drwale. Żył już długo na tym świecie i umiał przewidywać zmiany na rynku drewna, a w północnych lasach aż roiło się od dorodnych Jesionów. Wraz z rodziną wiódł spokojne życie, a los do tej pory jakoś omijał ich małą wioskę w wszelkich zawieruchach wojennych czy plagach....

Zobacz więcej... | 2781 znaków więcej | Skomentujesz?


Napisany przez Pancura on 2009/12/22 10:50:56 (132 odsłon)

Mały jelonek podszedł do druida muskając jego rękę pyszczkiem. Anafiel spojrzał ciepło na maleństwo po czym swój radosny wzrok przeniósł na niedaleko stojącą matkę zwierzęcia. Dookoła panował spokój i harmonia, a przenikające pomiędzy koronami drzew promienie delikatnie lizały ściółkę leśną...

Zobacz więcej... | 2075 znaków więcej | Skomentujesz?


Napisany przez Pancura on 2009/11/6 15:49:54 (147 odsłon)



"już od tygodnia miasto użera się z wypełzającymi co jakiś czas z kanałów szczurami. Pojawiają się nieoczekiwanie, w różnych odstępach czasu, a w niektórych miejscach zdążyły się już zalęgnąć na dobre i tylko chyba jakaś mocna trucizna zdoła je stamtąd wyplenić. Powiadają, że dzisiaj śmierć ma włochatą sierść, długi ogon oraz lśniące w ciemnościach ślipia...."

Zobacz więcej... | 3008 znaków więcej | Skomentujesz?


Napisany przez Jules on 2009/5/7 11:16:10 (182 odsłon)
Zagrożenie

Była to typowa noc dla Ankerfurtu. Znudzeni żołnierze oparli się o kraty bramy tak, by można było udawać czujność, a w rzeczywistości pochrapywać w ciszy. Kilka kroków za kratami zabłysło światło o owalnych kształtach. Fioletowa brama skrząca się od magii rozświetliła uliczkę, sprawiając, że najrozmaitsze przedmioty rzucały chaotyczne cienie. Z bramy wyszedł starzec niosący na plecach blada postać przypominającą szkielet. Strażnicy nie zwrócili uwagi na scenę. Nie było potrzeby zawracać sobie głowy jakimś magiem.

Zobacz więcej... | 2143 znaków więcej | Skomentujesz?


Napisany przez Jazzhira on 2007/11/9 19:52:14 (296 odsłon)
Zagrożenie

Drzwi do sali tronowej otworzyły się z głośnym skrzypieniem. W sali świeciły się świeczki na kandelabrze. Do pomieszczenia wszedł strażnik. Mimo panującego tam półmroku strażnik dostrzegł siedzącą przy stole postać. Ukłonił się nisko i powiedział:
- AiMenu, Panie Gwakor! – zasalutował strażnik.
- Vemu. Co cię do mnie sprowadza? – zapytała postać siedząca przy stole.
- Dzieją się dziwne rzeczy w kopalni, strażnicy, którzy byli na obchodzie, donoszą, że zauważyli otwór w ziemi średnicy dorosłego człowieka - powiedział zdenerwowany strażnik - Jakie są twoje rozkazy? – dodał po chwili.
- Zbierz kilku strażników i zaprowadź mnie tam – powiedział, podnosząc się z krzesła Gwakor.
Gwardzista skinął głową i wyszedł z sali. Po upływie kilku ziaren wrócił z czteroma strażnikami. Przez ten czas Gwakor zdążył przywdziać kolcze uzbrojenie.
- Jesteśmy gotowi, panie.
- A więc ruszajmy – powiedział, podnosząc młot bojowy ze stołu.
Pod dotarciu na miejsce zauważyli strażnika z zapaloną pochodnią w dłoni i kilkoma pochodniami w plecaku.
- To tu - powiedział jeden z nich.
Wszyscy zebrali się dookoła otworu w ziemi. Ziemia była jeszcze wilgotna i w powietrzu unosił się lekki zapach zgnilizny. W głębi dało się słyszeć pisk szczurów. Strażnik podpalił kolejną pochodnię i wrzucił ją do dziury. Wszyscy ujrzeli dno. Wykop głęboki był na sześciu khazadów. Gwakor polecił, aby przyniesiono liny. Dwóch strażników ruszyło w stronę wyjścia z kopalni po liny. Gdy wrócili, zastali jedynie zwłoki czterech towarzyszy owiniętych w pajęczyny i rozdarty płaszcz Gwakora, który leżał przyciśnięty młotem. Dookoła leżało kilka ścierw pająków. Strażnicy zabrali młot i płaszcz do sali tronowej i oddali je dwójce pozostałych braci.
Gdy Stromez i Panorim ujrzeli spowite pajęczyną młot i płaszcz swego brata, ogłosili alarm. Natychmiast zbiegli się wszyscy strażnicy i inni mieszkańcy Twierdzy, przybywający w pobliżu przed bramę, prowadzącą do dalszej części miasta. Panorim i Stromez czym prędzej przywdziali pięknie zdobione mithrylowe zbroje i ruszyli w stronę zebranych. Stromez jako najstarszy z rodzeństwa i król Karak, wszedł na duży głaz i przemówił do zebranych.
- Bracia i siostry, kuzyni i kuzynki oraz wy, dzielni strażnicy… Źle się w naszym wspólnym domu dzieje, oj źle – powiedział z przygnębieniem - Właśnie wieść tragiczna doszła do mych uszu, że oto pięciu naszych braci odeszło do krainy Grungniego oraz że nasz brat, Gwakor zaginął. Znaleziony został jedynie młot i rozdarty płaszcz.
Na licach Khzada dało się dostrzec dwie duże krople łez. Szybko jednak opanował swe emocje i począł kontynuować przemowę.
- Znów naprzykrzają nam siępająki i odbierają nam naszych mieszkańców, ale dość tego! – uderzył trzonkiem berdysza o ziemię – Trza te cholery wytępić, zanim ucierpią następni! Przyodziejcie swe zbroje i stawcie się tu za dziesięć ziaren!
Zeskoczył ze skały i wraz ze swym bratem oraz orszakiem ruszył w stronę sali tronowej. Mieszkańcy czym prędzej popędzili do swych domostw i banków, by przygotować się na bitwę.

autor: Maras


Napisany przez Jazzhira on 2007/10/30 0:22:47 (272 odsłon)
Zagrożenie

Milvius pochwycił lampkę wina i kilka łyków z niej uronił. Minę miał wyraźnie pokraśniałą i arogancko wręcz wesołą. Otworzył usta, by coś powiedzieć, gdy przez szybę w oknie dojrzał wierzchowca. Wstał błyskawicznie, a zaraz za nim uniosła się Folsena. W drzwi zapukano bardzo gwałtownie, tak, że oboje spojrzeli po sobie. Dopiero po dłuższej chwili Milvius głową skinął, a Folsena ostrożnie do drzwi podeszła i odryglowała je. Wpadł do środka łysy mężczyzna odziany w czarny płaszcz i dzierżący w dłoniach księgę.
- Udało się? To jest to? - zapytał Milvius i oczy mu aż zabłysły, gdy wciąż nie potrafił wzroku od księgi oderwać.
- Co prawda po kłopotach.. ale udało się, wedle woli mistrzu Milviusie - powiedział łysy, gdy złapał oddech.
Uśmiech łapczywy na ustach Folseny i Milviusa się wymalował.
- Świetna robota, usiądźmy. Miałeś kłopoty z kapłanami Andera?
Ociągając się przez chwilę, Grandiv przysiadł, a wraz z nim naprzeciw Folsena i Milvius. Przetarł pot, czując spojrzenia obojga na sobie.
- Ważne, że się udało, mistrzu. Na chwałę Darkeia - zdobył się na uśmiech krzywy i księgę na stół rzucił.
- Doprawdy, lepiej się spisać nie mogłeś - roześmiany wciąż Milvius pochwycił w dłonie księgę i zaczął ją kartkować.
Księga była w czarnej okładce, zabezpieczona przez kiepskiej jakości zamek i pieczęć magiczną, bardzo prostą do złamania. Nie stanowił dla tak wytrawnego maga żadnego problemu. Folsena, jedyna kobieta w towarzystwie oczy zmrużyła, słysząc inkantacje werbalne i widząc gestykulacje palców swojego przyjaciela. Wzrok przeniosła na dłonie Grandiva i wysoko brwi uniosła. Zagryzła drżące wargi na moment i dłuższą chwilę potrwało, nim była w stanie wykrzesać z siebie słowa.
- Gdzie jest twój pieścień?! - krzyknęła wręcz swoim piskliwym głosem.
Grandiv wnet spojrzał na swoją dłoń. Nie było na niej pierścienia. Czarnego Jaszczura, symbolu sekty. Usta aż rozdziawił z wrażenia, a jego mina przybrała wyraz całkowitego niezrozumienia.
- Ale.. jakże to.. Miałem go, zarzekam się! Jeszcze piętnaście ziaren temu!
Milvius zamarł w bezruchu, wstrzymując skomplikowany proces otwierania księgi i wzrok surowy na Grandiva zwrócił.
- Ja dobrze słyszę? Zgubiłeś go tam?! Ty durniu! - cisnął pięścią w stół, aż zadrżał cały.
- Ale.. to nie możliwe mistrzu.. - Grandiv przełknął ślinę pośpiesznie i wzrok spuścił.
- Nie ważne, panowie, mamy księgę, to najważniejsze. Wreszcie przeprowadzimy sabat, jak być powinno.. Nasi przyjaciele w Ankerfurcie ponaglają, grożą, że znów przestaną nas zaopatrzać, sami rozumiecie.
- Cholerni handlarze zielskiem! No coż, nie ważne - westchnął przeciągle Milvius i od stołu wstał. Podszedł do świecznika, chwycił i pociągną go do siebie dłonią.
- Porozmawiamy wieczorem.. teraz trzeba przygotować ceremoniał.. Wynoś mi się sprzed oczu Grandiv.
Klapa w podłodze uniosła się i ukazała schody.
- Tak jest. Niech Darkei ma was w swojej opiece! - powiedział wstając bardzo prędko i ukłonił się w pas. Zlustrowawszy Folsenę i Milviusa, chwycił za klamkę i otworzył drzwi stojąc w progu.
- Wynoś się, no już!

autor: Mordog


Napisany przez Domx on 2006/8/2 1:40:25 (435 odsłon)
Zagrożenie

- Na mury! Na mury! – Rozpaczliwie wykrzykiwał Kapitan straży do swych podwładnych. Oddział czerwonych gwardzistów pośpiesznie zajął stanowiska na murach i basztach obronnych, spoglądając z przerażeniem w kierunku porannego nieba. Ogromna ognista kula, mknęła w stronę ziemi tworząc wokół siebie płomienną łunę gwałtownie sprężanego powietrza. W jednej chwili życie zamarło w żołnierzach, zapanowała głucha cisza i wyczekiwanie. Jeden z drugim zaczął szeptem zanosić modły do wiecznego Khadoora, by ten przyjął ich do królestwa zmarłych…
Straszliwy łoskot przetoczył się przez całą krainę, niczym grom zrodzony z szalejącej nawałnicy. Kamienna konstrukcja twierdzy Żelaznego Tronu zadrżała… a południowy mur eksplodował tysiącem odłamków, niszcząc na swej drodze wszystko i wszystkich. W powietrze wzbił się nieludzki wrzask ranionych gwardzistów, wszędzie wokół leżały zmasakrowane ciała, a pożar powoli trawił okoliczne zabudowania. W mieście zapanował całkowity chaos. Na miejsce zbiegła się grupa zbrojnych w towarzystwie żołnierzy Armii Ludowej; kiedy jedni próbowali wydobyć z gruzów tych, którym udało się przeżyć – inni próbowali rozpaczliwie gasić szalejący pożar.
Ziemia wokół gruzowiska zaczęła się zapadać, aż wreszcie osunęła się w głąb ziemi, tworząc niewielką pieczarę. Niedługo po tym z jej wnętrza wysunęła się szara podłużna morda, zakończona szpiczastym nosem. Gwardzista, który to ujrzał, zdążył tylko wrzasnąć: - Do broni Towarzysze! Do broni! Chwile potem leżał martwy w kałuży krwi, a z jego czoła wystawała kruczoczarna strzała…

*********************************************************

Pomarańczowo-złoty blask, rozświetlał kamienne uliczki stolicy Cesarstwa Siedmiu Bram. Wszyscy jak jeden mąż, skierowali wzrok ku niebu, z przejęciem obserwując zbliżający się sferyczny kształt. Jeden z drugim zapatrzony w ognista lunę na niebie, wychwalał talent i pomysłowość uniwersyteckich magów, nie szczędząc okrzyków podziwu i uznania. Jakże przyszło im się rozczarować…
Nie było czasu by uciekać szukając schronienia w zamkowych podziemiach. Rozpędzona skała uderzyła z impetem w jedną z wielkich magicznych bram, która implodowała zmieniając całkowicie swą strukturę. Gruzowisko stanęło w ogniu, a magiczne wrota rozszczepiły na dwie części i połączyły niechybnie z odległymi wymiarami. Za świetlistą powierzchnią pierwszego z portali można było dostrzec mnóstwo skrzydlatych istot o błyszczących czerwienią ślepiach. Pomniejsze demony, gdy tylko naruszono ich świat ruszyły przez magiczną bramę, atakując dzielnych siedmiobramskich obrońców. Plac zamkowy zadrżał od przeraźliwych wrzasków rozrywanych na strzępy żołnierzy. Po długich i krwawych walkach udało się powstrzymać wroga, a grupa najzacniejszych magów Akademii przystąpiła do zamknięcia bramy.
Z drugiego portali, w ostatniej chwili przed jego zamknięciem, wypadła jedna mała istota, łudząco podobna do tych, które stoczyły bój z Armią Cesarstwa. Theby zatrzepotał wesoło skrzydełkami, spoglądając ciekawsko na chaos panujący w mieście. Nim jednak zdążył nasycić wzrok pięknem i różnorodnością owego wymiaru – ruszyli ku niemu zbrojni z zamiarem odebrania mu życia. Przestraszony chochlik wzbił się w powietrze, kierując się ku murom Akademii Magii..
- Zmierza ku nam, rektorze – rzekł drżącym głosem kwestor Doddy, obserwując ze szczytu wieży całe wydarzenie.
– Jest niespotykanie potężny, jak na istotę tego rodzaju. – odrzekł ze spokojem w głosie zakapturzony czarodziej, stojący za plecami kwestora.
- Poznanie natury jego istoty, będzie tymczasowo naszym priorytetem – wymamrotał Doddy ledwie słyszalnie, jakby nie był do końca pewien swych słów….

*********************************************************

- Na Bogów! Jesteśmy zgubieni! – Zakrzyknął elf o błękitnej karnacji skóry, gdy ujrzał na dalekim horyzoncie wysoką falę, zmierzającą z ogromną prędkością w stronę brzegu. Zwinnym susem wskoczył na konia, popędziwszy go w stronę elfiej osady. Nie było jednak czasu na ucieczkę w góry. Potężna fala uderzyła w skalisty brzeg z ogromną siłą, a drżenie ziemi dało się wyczuć ze dwieście staj dalej. Lekkie konstrukcje elfich budynków rozsypywały się pod naporem napływającej masy wody. Potężny łoskot i ryk fali miażdżącej miasteczko, przerywały zdławione krzyki tonących i rannych. Ci, którzy ujść zdołali z życiem, schroniwszy się na lokalnych wzniesieniach, rzucali się na ratunek swym braciom. Utworzono z bali zwalonych drzew niewielką tratwę, wydzierając z morskiej gardzieli życia tych, którzy nie zdążyli uciec. Cofająca się fala ukazała dzieło swego zniszczenia.. zawalone budynki, poprzewracane drzewa, martwe ciała niemalże wgniecione w ziemię, muszle, ryby, którym przyszło zakończyć swoje smutne żywoty, pośród piasku i podmokłych traw, oraz coś, czego nikt by się nie spodziewał - a co wprawiło w osłupienie nawet najstarszych pośród elfiej braci. Wielki stwór, pokryty grubą, chropowatą skórą, posiadający liczne macki zakończone ostrymi kolcami, spoczywał bezwładnie na wilgotnym piasku.
- Dobić potwora! – krzyczał jeden z drugim, mierząc włócznią w stronę krakena, tkwiącego w bezruchu.
- Nie! To istota żywa, z jej śmierci pożytku mieć nie będziem! – Zakrzyknął któryś ze starszych elfów, światły na tyle, by od oręża bardziej rozum cenić.
Starszyzna stanęła w kręgu wokół ciała potwora, szepcząc zaklęcia, które samym swym brzmieniem wprawiały powietrze w zauważalne drżenie…

AUTOR: ^NICOŚĆ^


Napisany przez Luqi on 2006/6/29 14:24:28 (304 odsłon)
Zagrożenie

Ermin, młody strażnik niecierpliwie wyczekiwał momentu, w którym będzie mógł wreszcie zejść z warty pod miastem. Gdyby nie pogoń za złodziejem na targu to ten dzień pewnikiem byłby najspokojniejszym na jego służbie. Nagle, kiedy kątem oka spoglądał leniwie na wjeżdżające do miasta piękne elfie kobiety jego uszu dobiegł przeraźliwy krzyk. Zacisnął wnet swą halabardę w dłoniach i pobiegł rychło na trakt.

Jego oczom ukazała się banda nieumarłych masakrująca wędrowców. Po jego czole spłynęła powoli kropla potu, po czym zaczął przyglądać się liczowi, który stał pomiędzy zastępami nieumarłych. Licz począł mamrotać pod nosem inkantancje po czym gestem dłoni tchnął odrobinę nieżycia w zmasakrowane ciała. Młodzian bez chwili zawahania dobył swój róg i zadął w niego. Wnet obok niego stawiła się grupa straży miejskiej oraz kilku rosłych mężczyzn, chcących bronić swoje domostwa. Rozgorzała potworna walka. Armie nieumarłych zdawały się być nieugięte. Na słowo licza, wszyscy podnosili się na nowo i poczeli dalej walczyć. Szala zwycięstwa przechyliła się jedynie na stronę obrońców, kiedy po ciężkich zmaganiach udało się pokonać władce nieumarłych. Zamiast jednak satysfakcji zaznali wszechogarniającego śmiechu tego, który wydawał się być martwy.

Chwile później ich uszom dobiegła misterna inkantacja. Niedużej jak zajęłoby wystrzelonej z 20 kroków strzale trafienie celu, ziemia poczęła się trząść i nagle rozległ się ogromny i wszechogarniający huk. Reszcie osób, które przeżyły walkę z nieumarłymi zjeżył się każdy włos na ich ciele. Wbrew swemu rozsądkowi, udali się sprawdzić cóż to był z odgłos. Ich oczom ukazała się ogromna i monstrualna bestia, która ryknęła głośno i rzuciła się w stronę istot.

Walka z nieumarłymi była niczym w porównaniu z tym, co czekało ich podczas batalii z bestią, która była tym straszliwsza, iż z trzewi pokonanego potwora pojawiały się coraz kolejne... W końcu jednak resztką sił po długiej i wyczerpującej walce grupie osób udało się pokonać kreaturę. Wszystkich ogarnęła euforia. Kiedy jednak niektórzy objeżdżali teren by oszacować zniszczenia dokonane przez stwora zauważyli niewielki obelisk w miejscu w którym przybył potwór. Wnet obok niego zebrała się grupa uczonych i poczęła go studiować. Z każdą odpowiedzią jednak nasuwało się po trzykroć więcej pytań...


Status KC
NOWY
LOGIN:

gameserver1.aster.pl,5040
Status: ONLINE
Uptime: 30 h
Ilość kont: 3131
Ilość npc: 14704
Ilość itemów: 170626
Obciążenie: 18 %
Głosuj na KC!
UO Toplista

UO Top-100
Powered by
Aster Sp z o.o.
Losowy screen
Mroczne rytuały
Login
Użytkownik:

Hasło:


Zapomniane hasło?

Zarejestruj się!
Copyright 2003-2006 Kraina Cienia. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Silnik: XOOPS 2.0 © 2001-2007 The XOOPS Project
Grafika: FalcoN (Based on XPS) Do korzystania z szablonu, konfiguracji oraz treści powyższej strony mają jedynie prawo odpowiednie struktury serwera Ultima Online : Kraina Cienia ©. Wszelkie próby rozpowszechniania powyższych materiałów pod inną marką bądź na serwerach innych niż serwery firmy Aster winny być uznane za kradzież i publicznie potępiane.