|
|
 |
Serwer |
 |
|
|
|
|
|
|
|
|
|
 |
Opis Świata |
 |
|
|
|
|
|
|
|
|
|
 |
Rzemiosło |
 |
|
|
|
|
|
|
|
|
|
 |
Umiejętności |
 |
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
 |
Ostatnie wieści |
 |
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
 |
Encyklopedia KC |
 |
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
 |
Napisany przez Dym on 2010/1/18 13:15:19 ( 261 odsłon)

Śmierć, śmierci nie równa.
Jest śmierć częściowa i śmierć ostateczna. Słuchajcie więc uważnie moim drodzy to Wam wszystko tu wyłożyć spróbuje jak należy.
Powiadają ludzie, że nie wiadomo kiedy śmierć nas zastanie – i prawdaż to jest najprawdziwsza, bo nawet gdy zdaje nam się, że już śmierć nas dosięgła dzieje się li co złego i wypluwa Nas niczym posiłek po zakrapianej mocno nocy.
No ale dla wyjaśnienia aby każdy zrozumieć mógł…
Napisany przez Pancura on 2009/10/10 17:03:16 ( 1679 odsłon)

Rytmiczne odgłosy lasu rozchodziły się po zanurzonej w spokoju i dobrobycie osadzie elfów. W Quel A’larin od jakiegoś czasu zapanował niczym nie mącony spokój i elfy wreszcie mogły odetchnąć od ciągłej walki o swą egzystencję...
Napisany przez Pinky on 2009/8/5 21:36:26 ( 169 odsłon)
Ktoś wszedł do pomieszczenia akurat kiedy Król Alric II z lubością wyciągnięty w fotelu przed stołem zawalonym papierami, moczył w srebrnej miednicy stopy. Po wymownym spojrzeniu na siebie nawzajem, obaj chrząknęli. - Daj mi przez chwile panie Kusza pobyć zwykłym człowiekiem. - Panie, chciałbym ci podarować ten luksus, ale niestety obowiązki mi nie pozwalają. Alric westchnął ciężko, wyprostował się w fotelu i wyciągnął z zakamarków jego czeluści książkę. Niesamowite Opowieści jak bystrym i fachowym okiem dostrzegł tytuł okładki Kusza. - Co tam się znów stało ? Mów panie Kusza, już znów jestem urzędową osobą. - Panie, zaginął kapitan Kazeus, już od kilku dni nie zgłasza się na służbę. Są poważne podstawy do żeby sądzić że został porwany. - Coś więcej panie Kusza ? – Król złożył książkę z ponownym ciężkim westchnieniem. - Zaginał w okolicy Doków, jednak to nie Sikory były w to zamieszane. Razem z nim zaginał gwardzista. Mam wieści że trupa gwardzisty widziano w Siedmiobramie. Nie chcę wyciągać pochopnych i przedwczesnych wniosków co do sprawców. Kapitan Kazeus nie posiadał specjalnie tajnych informacji, wrogowie wiele z niego nie wyciągną mój panie. - To dobrze, ale żądam abyś załatwił sprawę możliwe szybko, wyciągnął konsekwencje, i jeśli jeszcze Kapitan żyje uratował go. Zezwalam ci w moim imieniu na szerokie kompetencje, to priorytetowa sprawa. - Mój królu, nie ma ludzi nie zastąpionych. Kazeus nie jest tak ważny ani wartościowy, ot zwykły dość zdolny oficer. - Jest moim człowiekiem, obywatelem Ankerfurtu, wkładając koronę wziąłem odpowiedzialność na siebie za niego i wszystkich moich poddanych. Nigdy, ale to nigdy o tym nie zapominaj panie Kusza ! Król uniósł się odrobinę w fotelu, jego oczy zalśniły, cała twarz jak by oblekła się majestatem niczym posągi pośmiertne na grobowcach władców. Kusza wycofał się kłaniając się z szacunkiem. Z takim władcą zajdę daleko. A powiadają że łaska pańska na pstrym koniu jeździ, no jak widać mamy wyjątek od tej reguły. – Pomyślał za drzwiami Kusza poprawiając wygniecioną od ukłonu szatę.
Napisany przez Pancho on 2009/7/31 13:00:02 ( 145 odsłon)
Morderstwo w Srebrnogradzie...
Henry, piekarz ze Srebrnogradu jako jeden z pierwszych mieszkańców od rana był na nogach. Było jeszcze ciemno, gdy powolnym krokiem podążał w stronę swej piekarni, gdy nagle potknął się o coś leżącego na ziemi. Przyjrzał się bliżej owemu obiektowi i w jednej chwili zamarł, po czym przerażonym głosem krzyknął „Straż! Straaaż!”... Gwardzisci przybiegli po niecałych 5 minutach, dokładnie obejrzeli zwłoki, jeden z nich zaczął coś notować. - To już drugie takie morderstwo... – Powiedział jeden z gwardzistów do Henrego. - Te ślady kłów na szyi, czy to może być... wampir? – Odparł Hendry drżącym głosem. - Być może, jeszcze nic dokładnie nie wiemy. – Spokojnie powiedział strażnik prostując się – Trzeba będzie to szczegółowo omówić na zebraniu, wydaje mi się że to poważna sprawa.
Słońce już powoli wschodziło, ulice Srebrnogradu zapełniały się z każdą chwilą, wszyscy mieszkańcy zatrzymywali się przy tablicy ogłoszeń, gdzie wielkimi literami było napisane:
„Wszyscy mieszkańcy Srebrnej Marchii! Jutrzejszego dnia, czyli 6 dnia cyklu o klepsydrze 21 odbędzie się ważne zebranie, na którym zostaną poruszone ważne kwestie administracyjne i militarne. Obecność na zebraniu jest obowiązkowa!”
Napisany przez Lovtza on 2009/7/25 17:40:00 ( 153 odsłon)
Chciałem poinformować Was drodzy Gracze, że ekipant jakim jest Dym. Otrzymał nominacje na funkcje Administratora Fabularnego. Chwilowo jest ustalany podział obowiązków miedzy Nim a Julesiem. Wszelkie sprawy związane z fabułą proszę ustalać właśnie z tymi osobami. Życzę miłej zabawy.
Napisany przez Pinky on 2009/5/12 11:17:11 ( 237 odsłon)
Dzień wydawał się być nieodpowiedni na takie wspomnienia. Teraz, gdy właściwie pod samymi drzwiami Quel’Alarin stoi Nevratus oraz Melkira z armią demonów, a żołnierze Legionu grasują po bagnach nieopodal, każda rozmowa, krok, myśl na tematy niezwiązane z obronnością osady wydaje się być stratą czasu.
Napisany przez Jules on 2009/4/5 21:49:35 ( 223 odsłon)
Liście w kolorze zieleni malachitowej ocierały się o twarz Maxymilliana, za każdym razem, gdy z kolejnym krokiem głębiej zanurzał się las. Droga do osady wydawała się być za krótka, jak na tą porę roku. Promienie bursztynowego słońca igrały z czerwienią liści jabłonek rosnących nieopodal wrót Quel’Alarin. Ciepłe powietrze przeciskało się przez gigantyczne drzewa pośrodku ogromnego starego lasu. To wszystko cieszyło Maxymilliana, sarny szykujące się na zimowisko, tegoroczne młode ptactwo nerwowo skaczące po lesie w niepokoju, co je czeka. To będzie ciężka zima, Maxymillian wiedział to już od dawna, natura i on to było jedno, po wielkości jabłka, które mrówki pieczołowicie rozdrabniały żuwaczkami na cząstki i zanosiły do kopca mógł określić datę pierwszego śniegu, tym bardziej dziś cieszyła go piękna ciepła jesień.
Napisany przez Jules on 2009/3/20 11:50:27 ( 277 odsłon)
Nevratus usiadł na krenelażu murów siedmiobramskich. Przyzwał dzisiaj dwa kościane smoki by pomogły mu w ciężkim zadaniu, jakie czekało go od czasu trudnej konfrontacji ze swoim uczniem. W rękach trzymał zawiniątko - długo oczekiwany niemowlak, który będzie jego kluczem do potęgi. Smoki krążyły nad miastem w celu skupienia uwagi. Nevratus widział trzech jeźdźców, którzy znaleźli się dokładnie tam gdzie mieli się znaleźć. Przy kryształach. Cisnął kilka błyskawic by skupić uwagę na przeklętym mieście. Zgodnie z jego oczekiwaniami przybyli nekromanci, którzy nasłali na Wschodnią Bramę szeregi kościotrupów.
Napisany przez Dym on 2009/3/16 13:04:25 ( 217 odsłon)
Potarł delikatnie swoją suchą skórę na brodzie. -Tak... wyczułem to. Teraz to jednak bez znaczenia, mamy inne cele.- machnął ręką niedbale. Siedział na starym, zniszczonym tronie, którego lata świetności już dawno przeminęły. Obicie straciło kolor, korniki nadgryzły drewniane elementy i wykończenia. Wszystko dookoła niego takie było- stare, zniszczone i drugiego użytku- meble, pomieszczenia, a nawet słudzy- nieumarli.
Napisany przez Pancho on 2009/2/15 16:54:43 ( 227 odsłon)

Britshoff
Mocne pukanie do drzwi. Cieśla wstał z krzesła zostawiając warsztat. Wyjrzał przez okno i cofnął się szybko. Podszedł do drzwi i przekręcił klucz w zamku. I tak zamek by go nie powstrzymał… Postać wkroczyła do izby pewnym, lecz cichym krokiem. Czarne oczy spojrzały na cieśle. - Mistrzu Albercie… - postać uklękła na jedno kolano. Był dokładnie taki jak wtedy, gdy opuszczał Akademie Magii. Biała skóra, zakrzepłe krew barwiąca szkielet wyrastający z jego skóry, czarne oczy i nieludzkie ruchy ciała. W rękach dzierżył potrójne ostrza, które barwiła świeża krew. Zapewne już zabija, poluje na nich, wyczuwa magię tak jak miał. - Britshoff, ty żyjesz. Nie wierze własnym oczom. Kiedy wróciłeś? - Mistrzu, goniąc nekromantę Rikarda podróżowałem przez wiele lat na dalekie kontynenty. Widziałem dalekie miasta. Rikard padł z mojej ręki zaledwie kilka cykli temu. Wróciłem do Akademii, ale tam mistrza nie było. Runa była w rękach nekromantów, a teraz nawet jej nie czuje. Musieli ją zniszczyć. W Siedmiobramie nie ma żywego ducha, ludzie tam obłożeni chorobą, trądem. Chciałem ich pozabijać, ale uciekli do tego miasta. Zwie się chyba Ankerfurt. Wyczułem Twoją magie kilka dni temu, co tu robisz? - Ukrywam się. Dla nas magów nadeszły złe czasy. Teraz rządzą bardzo źli ludzie, a tacy jak my są mordowani… - Skąd tu tyle nekromantów? Albert nie znał odpowiedzi. Kiedy ponad 40 lat temu tworzyli Britshoffa podczas wielu brutalnych eksperymentów mieli wątpliwości czy można robić takie rzeczy z żywą istotą. Nekromanci kiedyś sprawiali problemy, ale to co się dzieje teraz przekracza ludzkie pojecię. Teraz gdyby byli wierni mu bracia z Akademii stworzyli by wiecej takich jak Britshoff. Idealny zabójca tropiący nekromantów. Cichy, skuteczny, odporny na magię i wyczuwający ją jak tropiący pies. Człowiek, którym kiedyś był Britshoff, był zwykłym mordercą wziętym z celi śmierci. Poddano go wielu eksperymentom i rzadkim czarom. Stworzono go by tępił nekromantów za wszelką cenę i z pełnym poświeceniem. - Nie wiem Britshoff. Na prawdę nie wiem. Ale jeśli tu jesteś, możesz wiele odmienić. - Mam już cel, mistrzu. Czy mam go wyeliminować? - Nevratus… - I jego zwolennicy. Albert pokiwał głową. Brishoff wyszedł z izby bez słowa. Nie musiał odpoczywać, ani jeść, napędzał go magiczny rozkaz jakim obłożyli go kiedyś w Akademii Magii. Dopóki będą na świecie nekromanci, on będzie miał po co żyć.
Autor: Jules
Napisany przez clsh on 2009/1/15 11:12:45 ( 229 odsłon)
Wydanie Specjalne zostało napisane by opisać plotki związane z wydarzeniami z dnia XI, miesiąca I, obecnego roku.
II dzień, I miesiąca obecnego roku, na tablicy w Ankerfurcie pokazała się informacja iż Szef technomantów Ridox rowiązuje Rade Ankerfurtu i sam przejmuje władze w mieście. Po kilku klepsydrach na oczach mieszkanców ukazał się nekromanta przebrany za szefa technomantów. Imię jego brzmiało Nevratus. Owy nekromanta z pomocą armii nieumarłych oraz przeprogramowanych, niszczycielskich golemów ruszył na podbój miasta. Maszyny napastnika były o wiele silniejsze od miejskich golemów obronnych. Technomanci przerażeni atakiem własnych maszyn postanowili uciec z pola walki balonem. Większość mieszkańców zginęła bądź uciekła, kilku niedobitków schowało się w świątyni Andera w środku miasta. W trakcie walki technomanci odbili się od gór i uciekli poza mury miasta. Chwile po ich odlocie z miasta wyleciał wielki nieumarły smok i zaczął gonić balon technomantow. Do walki powietrznej doszło nad Klasztorem Tercjan. Smok używał pazurów by rozedrzeć balon a technomanci bronili się jak mogli swoimi armatami, lecz bez skutku. Na morzu opodal Kaczych Kił balon runął do wody i tak zginęli wszyscy technomanci, którzy w obliczu zagrożenia opuścili swoje miasto. Wiele plotek mówi, że Nevratus przed wielu laty próbował zniszczyć cała Kraine, a po nieudanej próbie chce powtórzyć to teraz zaczynając od Ankerfurtu. Po zwycięskim ataku Nevratusa dołączył do niego Eksp'Dun wraz ze swoją armią składającą się z piratów, bandytów oraz zbuntowanych bądź przekupionych gwardzistów. Armia była tak wielka, że ucieczka była jedynym rozsądnym wyjściem. Kiedy miasto było już pod władzą napastników Eksp'Dun mianował się nowym władcą Ankerfurtu i przybrał nowe imię po ojcu czyli Alric Drugi. Podobno Eksp'Dun wraz ze swoją armią chce zakonczyć walkę na podbiciu Ankerfurtu, lecz dla Nevratusa to za mało i ma zamiar podbić bądź zniszczyć reszte krainy. Pewnie powtórzy nieudany atak na Quel'Alarin z dużo większą siłą. Ma podobno zaatakować również miejsca takie jak Srebrnograd, Twierdza Krasnoludów, Klasztor tercjan oraz wszystkie wsie w których mieszkają ludzie niechcący być jego sługami. Przed wielu laty Nevratus został powstrzymany, lecz teraz podobno powraca z dużo większa siła oraz wieloma potężnymi sprzymierzeńcami. Wiele osób teraz czci nowego władcę Ankerfurtu Wielkiego Króla Alrica II, lecz są osoby które będą chciały odbić swoje miasto i znów zaprowadzić tam władze Rady Oficerskiej. Od dzisiaj i miejmy nadzieję, że przez długie lata w Ankerfurcie władze będzie sprawował Wielki Król Alric II. Przywrócił od do obrony miasta Czerwona Gwardie.
**** Król odłożył gazete i spojżał na gwardzistów. Minęły już trzy dni odkąd przejął miasto. Trudno nie było, Nevratus przygotowal miasto do upadku, zgodnie z umową. Niektorzy Ankerfurtczycy nawet mu dziękowali za ratunek miasta od Technomantow. Zbliżalo się wielkie zagrożenie, a zdobycie Ankerfurtu i tak opóźniło się znacznie przez tych przeklętych inżynierow. Teraz mają mało czasu by zebrać siły przed tym co ich czeka. A Nevratus? Do czegos potrzebny mu ten chłopak. Zanim nie dowie się do czego, nie ujawni jego lokalizacji. Mimo tego pośpiechu będzie gral na zwloke, nie warto robic nic pochopnie.
by Hesh & Jules
Napisany przez Pancho on 2008/12/4 16:58:54 ( 233 odsłon)
Podróżnik w biało-czarnym stroju stanął u schodów. Dokoła leżały podniszczone rzeczy, kilka książek, jakieś martwe ciało. Podróżnik wszedł na schody, skierował się w prawo, do pokoju rektora. Drzwi nie było tam od dawna, a na ziemi leżało nie mniej śmieci niż w jakimkolwiek pomieszczeniu Akademii Magii. Podróżnik otarł ciemne szkła od swojej maski, rozejrzał się i podszedł do biurka. Szarpnął za szufladę. Oczywiście była pusta. Ściągnął kaptur, granatowe włosy opadły na ramiona. Ridox Dem, szef technomanckich inżynierów, spóźnił się. Odwrócił się na dźwięk czyichś kroków. - Technomanta – Wypowiedział człowiek w czarnym płaszczu i kapeluszu. Miał maskę na twarzy, inną niż Ridox, lecz równie dobrze skrywającą oblicze rozmówcy. - Gdzie magowie? – Powiedział spokojnie Dem. - Z nami. Opuścili Akademie jakiś czas temu. Ankerfurt im wszystko odebrał, a nawet jeden z nich zamordował rektora. Magowie oddali się w pełni naszemu panu. Ridox Dem, jak przystało na Technomante, chłodno kalkulował i analizował to, co usłyszał. Nie poddawał się żadnym emocjom. Człowiek w czerni miał w ręku nóż, którego nie można było lekceważyć. Mężczyzna podjął próbę rozmowy. - Właśnie teraz mój pan atakuje Ankerfurt armią trolli. – Na te słowa Technomanta drgnął. – Wszystko dzieki magom z Akademii. Razem tworzymy siłę nie do zdarcia. Prędzej czy później nasza fala zaleje cały kontynent i nawet wy, Technomanci, nie unikniecie losu, jaki wam szykujemy. Eksp’Dun jest naszym wieszczem i prorokiem! Od teraz to on decyduje o przyszłości świata. To była chwila. Ciało człowieka zajęło się ogniem, kiedy uderzył weń ciśnięty granat. Ridox zawsze miał pod ręką najsilniejsze wynalazki z pracowni inżynierów. „Nauka zawsze wygra z magią” pomyślał przechodząc nad dymiącym jeszcze ciałem.
Informacja: Niedługo wydarzenia fabularne mogą (ale nie muszą – to zalezy od graczy) znacząco wpłynąć na życie w Ankerfurcie. Prosimy się przyszykować na poważne zmiany.
Autor: Jules
Napisany przez Pancho on 2008/10/4 19:32:18 ( 264 odsłon)
W Ankerfurcie dużo się dziś mówiło o niejakiej wyprawie, jakimś zakonie co ma plagę zimna i mrozu przepędzić oraz o jakimś mistycznym ogniu. Faktycznie około klepsydry 14 owa wyprawa miała miejsce... Trzech wojów pod wodzą Mistrza Zakonu Pironistów ruszyło ku Ognistej Wyspie by zażegnać przedłużająca się i nazbyt mroźną zimę. Przez wiele klepsydr ludzie oczekiwali powrotu wyprawy, lecz w pewnym momencie, śnieg zaczął stopniowo znikać, zaś przez pokrywę lodu przebiły się morskie fale. Wszyscy mieszkańcy uradowani poczęli czekać na powrót zwycięzców, którzy po niedługim czasie wkroczyli do miasta pośród wiwatów i okrzyków.
Napisany przez clsh on 2008/9/25 11:58:45 ( 249 odsłon)
Kolejny zimowy dzien. W bibliotece zebral sie tlum, ktory domagal sie zdecydowanych dzialan przeciwko zlodziejom dzialajacym w miescie. Straz probowala uspokoic nieco gawiedz, zapewniajac ze sie tym zajmie. To bylo jednak za malo. Wszyscy udali sie do portu, gdzie rzadano pochwycenia pasera sprzedajacego nielegalny towar. Paser jednak uciekl widzac tlum, wmieszawszy sie w tlo innych portowcow. Jeden z ludzi zakrzykl, ze zna siedzibe zlodzieji i poprowadzil tlum do portowego zamtuza. Oficer Frist ruszyl zatem z ludzmi by przeszukac ow przybytek. Nic tam jednak nie znaleziono, a tlum intensywniej domagal sie efektownych dzialan. Frist wydal wtedy rozkaz by przeszukac caly port, wypisal pospiesznie nakaz bez zgody innych czlonkow rady. Straz wtargnela do slumsow portowych, gdzie zaczela rewidowac mieszkania. Prosci portowcy nie chcieli wspolpracowac, co zaowocowalo malymi rozruchami. Ofiary to 64 zabitych, 135 rannych, w tym 5 gwardzistów. Zniszczono 3 domostwa w tym jedno splonelo. Zamieszki w porcie na dlugo zostana zapamietane. Raport spisal Sander Bertaux
autor : Jules
Napisany przez Pancho on 2008/9/13 11:54:47 ( 227 odsłon)
- Dziadku! Dziadku! Popatrz ile pięknych grzybków jest na tej polanie! - Krzyczał w stronę starszego mężczyzny chłopiec. - Dobrze wnuczku... zaraz do Ciebie przyjdę tylko... poczekaj chwilkę... – Mężczyzna pochylił się nad porośniętym mchem głazem i pomrukując coś pod nosem zaczął go dokładnie oglądać. Po dłuższej chwili wstał z wolna i biorąc w ręce leżący nieopodal koszyk ruszył w stronę chłopca...
Po kilku klepsydrach owocnego grzybobrania przynieśli w miejsce porośniętego mchem głazu 2 pełne kosze grzybów. Chłopczyk od razu zaczął z uśmiechem na twarzy oglądać zebrane grzyby zaś dziadek raz jeszcze dokładnie obejrzał kamień po czym zwrócił się do chłopca wyciągając z kieszeni niewielką sakiewkę
- Lećże zaraz do miasta na targ, i zakup 3 pary futer, dla mnie, dla Ciebie i dla babci... Zapowiada się bardzo sroga zima... - Ale dziadku, przeto słońce jeszcze grzeje i liście z drzew j nie pospadały – Powiedział z zdziwieniem na twarzy chłopiec przyjmując od dziadka sakiewkę. - Ja wiem co mówię Jadryksie... Zwykle o tej porze mech jest jeszcze zielony i wilgotny... – odparł dziadek masując się po brodzie – wiem co mówię... leć i zakup futra, potem trzeba będzie narąbać drewna na zapas bo zima będzie naprawdę sroga...
Napisany przez clsh on 2008/7/21 21:19:59 ( 289 odsłon)
Wiadomo było, że tragiczny los spotkał wielu mieszkańców Siedmiobramu. Ponad połowa zwykłych obywateli padła od okrutnej zarazy jaka wybuchła kilkanaście cykli temu. Udało sie jednak uchronić niewielki obszar miast przed skutkami tego kataklizmu. Potężni magowie kapituły stworzyli magiczna barierę, która umożliwiła schronienie tylko wybranym w okolicy dawnego Uniwersytetu Siedmiobramskiego i Pałacu Lorda Protektora. Kolejny dzień Magowie obradowali nad dalszym losem miasta.
- Tak dalej być nie może. To kosztuje nas za dużo energii. Oczywistym jest ze trzeba coś z tym zrobić. - rzekł oburzony jeden z magów, ubrany w ciemnoniebieska togę z pięknymi haftami na rękawach, i ślicznie zdobionym wzorem ze złotych nici na klatce piersiowej. - Przecież wiesz z czym mamy do czynienia. Do czasu, aż będzie taka Ich wola nic nie zrobimy oprócz obrony. Nawet nasza siódemka nie ma takiej mocy. Nawet teraz ... - rzekł spokojnym tonem kolejny z magów. Wnioskować można było z tonu głosu, że jest leciwym jegomościem. Jednak jak każdy tu z obecnych nałożony miał na głowę głęboki kaptur, a sam pozostawał pod działaniem czaru który zmieniał jego wygląd. - To oczywiste, że teraz powinni nam dziękować. A ta śmieszna marionetka w postaci lorda protektora ... - tu przerwał by oprzeć sie o blat owalnego stołu przy którym siedzieli i powieść wzrokiem po zebranych - to oczywiste, że on nie jest nam już potrzebny. Cichy pomruk komentarzy rozniósł sie po sali, po czym każdy z siedmiu magów skinął głową. - Ciesze się, że tak jednogłośnie sie zgadzamy, lecz to z pewnością wzbudzi chaos. - to może być za dużo dla tych ... biedaków. Na chwile rozgorzała zacięta dyskusja nad konsekwencjami takiego wyboru. Spór przerwało dość mocne uderzenie dłoni o blat stołu jednego z magów. - Zatem mam rozwiązanie. Wygońmy ich. Zmniejszmy zasięg bariery do wymaganego minimum. Zaraza zabije tych co są nam nie potrzebni. Reszta tych co będą nam potrzebni zrobi wszystko by tylko przeżyć. To na początek starczy. Nawet nasi adepci, a tym bardziej nasza magia z pewnością pozwoli nam na utrzymanie niezależności. Kontrolując główne źródła mocy na tym kontynencie nie powinniśmy mieć problemów. Na sali zapadłą cisza, a magowie na chwile pogrążyli sie w rozważaniach. - Zatem jutro pora ogłosić nasza decyzje - ciszę przerwał mag w ciemnoniebieską Togę. O 17 klepsydrze ogłosimy naszą decyzję. Chyba wszyscy zrozumieją, że to wyższa konieczność.....
Spotkanie trwało jeszcze kilka klepsydr a magowie rozważali dalsze działania.
Napisany przez clsh on 2008/5/6 14:04:46 ( 358 odsłon)
Co ? ! - wyraźnie oburzona faktem tego co przed chwila usłyszała, walnęła z całych sił w blat potężnego dębowego stołu. Niestety Pani, wyprzedzono nas ... - mały krępy imp zaczął sie kłaniać głęboko przed siedzącą kobietą. Zatem nasz plan sie nie udał? Czy to chcesz mi powiedzieć? - pełnym wściekłości wzrokiem zmierzyła kreaturę. N..Nnn...NNie Pani - imp skulił sie natychmiast zasłaniając rączkami głowę. Kretynie ! jak mogłeś do tego dopuścić ! - rzuciła w stronę impa talią kart i żetonów które miała pod ręka. Nie mamy wyjścia, teraz muszę się z nim rozmówić ! Szykuj rzeczy ... wyruszamy ! - rzekła chłodno, wstając rozwaliła układ kart na stole przed sobą.
***
Kobieta otworzyła oczy. Dziwne uczucie przeszyło jej ciało. Jakby cale ją sparaliżowało. Nigdy nie czuła czegoś takiego. W zasadzie ... nigdy nie czuła czegokolwiek. Burza myśli pojawiła sie w jej głowie. Przez chwile miała wrażenie jakby cała miała eksplodować. Po chwili cichy jej wydarł sie z jej gardła. Przesunęła językiem po wysuszonych wargach. Przeciągnęła dłonią po twarzy jakby chciała zedrzeć z niej ból który ciągle jej towarzyszył. Delikatne włoski pokrywające jej twarz straciły trochę na blasku i gładkości. Z trudem oparła sie na ramieniu starając sie podnieść. Dopiero teraz uzmysłowiła sobie jak wielkie to było ryzyko. Jest taka słaba ... ale udało sie jej. Jest tu. Nie było innej możliwości. Rozejrzała sie małym namiocie i po posłaniu na którym spędziła ostatni czas. Było bardzo wygodne. W okół stos skór którymi była przykryta. W drugim końcu namiotu, na krześle spał elf ubrany w lekki jedwabne szaty. Po chwili ciche bzyczenie dało sie usłyszeć i do namiotu wleciała mała leśna istotka. Wykonała kilka akrobacji w powietrzu po czym zawisła przed oczyma kobiety. - Pani ciesze się, że odzyskujesz siły. Jednak nie możesz tu zostać. Proszę udaj sie za mną. Zaprowadzę Cię tam gdzie będziesz bezpieczniejsza. Kobieta skinęła głowa po czym wstała z trudem i skierowała swe kroki do wyjścia. Dziękuje - szepnęła w stronę śpiącego elfa. Gdy wyszła można było odnieść wrażenie, że nawet najstarsze i najpotężniejsze drzewa w lesie skłoniły się oddając jej hołd.
***
Gotowe - oślizgła kreatura zatarła dłonie spoglądając w powstała przed chwilą dziurę w materii. Znaki na ołtarzu zabłysły niemal równocześnie. Doskonale - z zadowoleniem w głosie rzekła istota przypominająca rozpadającego sie humanoida. Dość czasu minęło ... ruszaj ... poprowadź ich w me ramiona! Znajdź ją ! Potężny demon, opływający w oślizgła ciecz ruszył przed siebie. Nie przypominał niczego co pochodziłoby ze świata śmiertelników. Potężny rząd kłów wraz z oczami mieścił sie na jego korpusie. Tułów pozbawiony był głowy. Potężne ramiona, a raczej odnogi spełniały obecnie rolę nóg. Potwór skierował sie w stronę otwartego portalu zostawiając za sobą ślady śluzu... Słup jaskrawo zielonego światła wzbił sie w powietrze oślepiając tych których wzrok skierowany był na siedmiobram...
Napisany przez clsh on 2008/4/28 12:47:36 ( 401 odsłon)
W pomieszczeniu było dość ciepło. Wszystko to za sprawą rozgrzanego pieca mieszczącego sie przy ścianie na przeciwko wejścia. Pomieszczenie było dość wysokie, a na ścianach wisiał wszelki oręż i pancerze jakie można było sobie wyobrazić. Od tych najprostszych, po artefaktyczne zdobione dziwnymi runami. Przy palenisku stał człowiek o bardzo starym wyrazie twarzy. Na jego licu malowało sie wielkie zmęczenie. Mimo przypuszczalnie dużej ilości lat, człowiek wyglądał na krzepkiego. Potężne ramiona i ogromne dłonie pozwalały mu z dowolna swoboda operować ogromnym młotem kowalskim. Niedaleko w drugim rogu sali siedziało dziwne stworzenie. Zdawać by sie mogło, że kiedyś było człowiekiem. Teraz jednak jego wygląd byłby udaną karykatura tego gatunku. Niski, szczupły, przygarbiony, o wątłej posturze, siedział przy stoliczku lekko nachylony nad jakimś metalicznym materiałem. Powolnymi dokładnymi ruchami reki pokrywał pędzlem materiał dziwnymi znakami. Dało sie usłyszeć głuchy stukot obitego obuwia o posadzkę. Do pomieszczenia wszedł rycerz, ubrany w pięknie połyskująca złotą zbroję. Energicznym ruchem poprawił przyłbice, po czym spod hełmu wydobył sie tubalny głos Jesteś pewien, że wszyscy ? - wzrok swój skierował na wątłą istotę w rogu. Tak panie - padła szybka odpowiedz, z pełnym szacunkiem w tonie - Jestem pewny. Widzieliśmy wszystkie dziesięć. Nie wszystkie jeszcze gotowe, ale już prawie. - Zatem zabierajcie sie do pracy. Czym prędzej. Skorzystajcie ze zwojów które wam przyniosłem. Na dźwięk słów rycerza, starszy człowiek stojący przy palenisku skinął głowa i chwycił powoli za młot kowalski. - Panie, pozwolę sobie zapytać po raz ostatni, czy jesteście pewni ? - rzekł kowal z lekko obawą w głosie. - Te istoty nigdy nie widziały tak potężnej broni. - Kuj! - władczym tonem skwitował rycerz. - Przecież wiem co ryzykujemy. - Ale przecież nie przedostaniesz sie wraz z nią Panie! - To już zostaw moim zmartwieniom jak przedostać ją do ich świata. Ty masz co robić chyba. Wykuj to najlepiej jak potrafisz. - Rycerz obrócił sie i powolnym krokiem skierował w stronę długiego korytarza. - Słyszałeś, zaczynamy ... - rzekł kowal w stronę wątłej istoty. Ta tylko skinęła głowa, po czym chwyciła za jeden z leżących na stoliczku pergaminów. Dziwnie świetlista aura zaczęła pojawiać sie w okół niej. Po chwili cała postać stanęła w płomieniach. Płomienie jednak nic jej nie robiły. - Muszę sięgnąć do źródła by przepisać te runy - rzekła spokojnie postać stojąca teraz w jasnych płomieniach. Za chwile będą gotowe ... Płonącą dłonią zaczęła malować małym pędzelkiem dziwne znaki na materiale. Po chwili runy zaczęły świecić tak jak łuna ognia która otaczała istotę.
***
Mieszkańcy Złotych Łan wyleźli tłumnie na pola obserwując zjawisko jakie nie dane jest widzieć każdym śmiertelnikom. Wszystko zaczęło sie od tego jak przerażony Werthin przybiegł wprost z pola wrzeszcząc wniebogłosy. Krzyczał o tym, że zbliża sie koniec, że wszyscy zginą. Potem dało sie zrozumieć, że las przybył odebrać to co mieszkańcy zabrali przez lata. Wciąż krzyczał o tym, że las przyszedł sie zemścić. Każdy znał jednak słabość Werthina do żytniówki. Mało kto wziął jego słowa za dobrą monetę. Wtem ktoś przeraźliwie krzyknął, i część mieszkańców zaczęła czmychać na różne strony wioski. Na linii lasu dało sie zauważyć jakieś kształty. Istotnie zaczęły przemierzać polane dzieląca dwa leśne zagajniki, jakieś dziwne istoty. Poruszały sie dość energicznie, lekko unosząc sie w górę i w dół. Nie byłoby to nic aż tak niesamowitego, gdyby nie to, że istoty te były drzewami ! Potężne Dęby, Cedry, i Orzechowce przechodziły przez polanę jeden za drugim. Wyraźnie spieszyły się, bo te mniejsze często musiały podbiegać do reszty by nie opóźniać marszu. Co te ostrouche istoty znów wykombinowały ! - wydarł się jeden z mieszkańców schowany za snopką siana. - Psia mać! widzieli wy co to było ! Las wędruje ! - Wyraźnie idą w kierunku osady tych dziwacznych istot ! - Ciszej ! bo jeszcze usłyszą ! - Krzyknął jakich wieśniak skrywający sie za drzwiami jednej ze stodół.
Napisany przez clsh on 2008/4/17 21:22:48 ( 270 odsłon)
Zbliżał sie koniec dnia, a stary elf zdecydował sie jeszcze na mały spacer. Przechodząc miedzy ogromnymi konarami, przesuwał dłonią po lokalnej florze. Tyle radości sprawiało mu zawsze doglądanie tych roślin. Za ten las gotów był oddać życie. Zatrzymał się przy jednym ze starszych drzew. Jego gruba kora była już bardzo wysuszona. Przyłożył do niej dłoń i przymknął oczy. Po chwili usłyszał pierwsze odgłosy tętniącej w drzewie siły. Niemal że całym ciałem czuł już zebraną tam siłę. Jednak to co poczuł straszliwie go martwiło. Z każdym dniem energia drzew maleje. Różnice są tak duże, że można je wyczuwać codziennie. Bariera opadła całkowicie. Jedynie w pobliżu kamiennego kręgu dało sie wyczuć niski spadek energii. Wolał nawet nie rozmyślać o tym co to może oznaczać. Od wielu dni żaden z kapłanów nie wyczuwał obecności ich patronów. Nikt o tym głośno nie mówił, ale wszyscy widzieli. Nikt nie sprawuje juz pieczy nad osada. Nawet Pani lasu nie dała znać swym dzieciom o sobie. Tylko ten krąg. Jakimś cudem ostatnio wezbrał na sile i energii... Osada umiera i jeśli nie stanie sie jakiś cud, wiedział doskonale do czego to doprowadzi. Wiele razy widział to w snach, a teraz sny powracają coraz częściej. Może ma to związek z tym, że ostatnio dożo "rozmawia" z drzewami tak jak teraz. Musi być jakiś sposób na odzyskanie sił ochronnych osady ... Musi ... - powtarzając sobie to po cichu skierował swe kroki w kierunku osady.
Kiedy zasiadł ostatni z nich, przy stole znów zapanowała cisza. Było to dość nietypowe sympozjum. Gdyby oglądał to ktoś nie wtajemniczony, mógłby pomyśleć, że to jakiś festiwal. Jedenastu członków rozsiadło sie przy okrągłym stole. Każdy mierzył sie pełnym nie pewności i wrogości wzrokiem. Potężnej budowy ciała mężczyzna, uderzył dłonią w stół, niczym młot walący o kowadło. Lekko pomarańczowa aura otaczała jego osobę, a zarost zdawał sie być roztańczoną trupa ogników. Głębokie bruzdy groźnie komponowały sie z groźnym wyrazem twarzy. - Nie marnujmy czasu ! - rzekł dudniącym basem, po czym wzrokiem poprowadził po zebranych. Zatrzymał sie na dziwnej istocie. Kiedyś może przypominała by człowieka. Teraz jednak przypominała zepsutą kupie mięsa. Dolna warga całkowicie odpadła ukazując rząd przeżółkłych i zepsutych zębów. Cała twarz pokryta byłą w bąblach. Kawałki skory na dłoni przybrały sino blady kolor. Jest winny złamania zasad! To jest pewne! - wykrzyczał rozzłoszczony mężczyzna o potężnej budowie. Istota o przedziwnej budowie, i rozkładającym sie ciele tylko sie zaśmiała. Wtem podniosła sie kobieta, ubrana w kryształową zbroje. Wszystkie najdrobniejsze elementy wykonane był z nienaganna precyzją. Cała sala odbijała sie teraz w jej napierśniku. Kiedy sie odezwała, niewielka chmurka pary wyleciała jej z ust. - Nie wydaje mi sie aby to było takie jednoznaczne. - rzekła rozglądając sie po obecnych. Usiądź moja droga .... - wysunął przed siebie rękę starzec z bielmem na oczach. Jego siwa broda pokrywała cała jego twarz. Założone miał na sobie całkiem proste szaty przewiązane pasem. Wskazał kobiecie jej miejsce. Jesteśmy tu po to by to właśnie ustalić. Niech sam powie co ma do powiedzenia - odezwała sie ciemna postać. Mimo, że pomieszczenie było okrągłe, a mrok rozświetlały równo pochodnie, tylko w okół niego panował mrok. Postać miała na sobie ciemno grafitową szatę z głębokim kapturem. Ciężko było zobaczyć cokolwiek więcej od wysuszonych chudych dłoni wystających spod rękawów. Wszyscy powoli kiwnęli głowa, wiec do góry poderwała sie istota o nadgniłym ciele. Rozejrzała się po obecnych rozdrapując strupa na policzku. Nie zrobiłem nic czego zakazywałby traktat! Każdy z nas miał prawo do ingerencji! Nie moja wina, że wy zajmowaliście się swoimi sprawami! A z reszta ! - machnął dłonią energicznie co spowodowało, że kawałek nadgnitej skóry poleciał na stół. Z każda chwila staje sie potężniejszy! Nie powstrzymacie mnie ! - rzekł wyraźnie pobudzony, po czym zaśmiał sie szyderczo. Na sali zapadła cisza. Każdy zdawał sobie sprawę, że jest wiele racji w tym co mówił. Nagle ze swego miejsca zerwał się ten o potężnej posturze. Zapłacisz za to! ! - wykrzyczał w furii, ruszając w stronę nadgniłej postaci. Czym prędzej zareagował na to ten, którego prawie nie było widać. Jego półprzeźroczysta forma z prędkością huraganu przemknęła ponad stołem by powstrzymać olbrzyma. Nie ! - nie wolno Ci! Olbrzym na dziwek tych słów stanął i opuścił dłonie. Zaczął tylko nerwowo zaciskać pięści. Teraz podniosła sie kobieta. Można było tylko domyślać sie jej płci po pewnych zaokrągleniach. Ciało całe pokryte miała sierścią. Łeb przypominał z wyglądu wilczy, ale taki nienaturalny. trochę zniekształcony. Oparła sie o stół i rzekła spokojnie. - Nie zapomnijmy, że dwie z nas oddały swa siłę w ręce śmiertelników. To wielka niewiadoma. Nie wszystko stracone śmierdzielu ... Ponownie rozgorzał gwar rozmów. Każdy przekrzykiwał sie nad drugim. Ta rozmowa będzie trwała jeszcze długo ....
Napisany przez clsh on 2008/4/13 20:36:31 ( 238 odsłon)
Wszedł do miasta bez najmniejszego problemu. Nikt go nie zatrzymywał z prostej przyczyny. Aura zgnilizny i smrodu paraliżowała wszystkich którzy chcieli podjąć jakieś działanie. Od dawna planowali to z jego Panem. Teraz nadszedł czas. Oczy innych skierowane były w inna stronę. Wykorzystali ich nieuwagę. Gdy doszedł do celu, wzniósł w gore berło zakończone upiorną czaszką. Wypowiedział słowa mocy które podyktował mu jego Pan. Wrota które budowali od tak dawna .... wreszcie zostały otwarte! Zrobił co do niego należało. Pan przyjmie go z godnością należącą sie największemu siewcy zarazy. To on sprowadzi siłę dla swego Pana w ostatniej bitwie. Może wracać. Wie, że będzie musiał sie tu jeszcze pojawić, ale pierwsza część planu jest juz wykonana! Nawet ta chwila spędzona tu, bez panującej do okoła zgnilizny i zarazy była dla niego męczarnią. Musi chwile odpocząć. Siedmiobram i tak został sparaliżowany! A to wszystko w imie jego Pana. Niech pochłonie Was zaraza .. - pomyślał sobie przechodząc przez portal.
Informacja techniczna : Od dziś do czasu rozwiązania zagadki klątwy gnilca, na terenie siedmiobramu mogą wystąpić objawy klątwy. Ludzie przebywający w obrębie murów miasta narażeni są na jej działanie. Siedmiobramscy medycy pracują nad jakimiś informacjami na temat skutków klątwy. Być może na dniach uda im sie cos ustalić. Jak na razie wiadomo, że klątwa wpływa na samopoczucie, wywołuje reakcje wymiotne, obniża apetyt, powoduje zmiany skórne. Ludzie w zaawansowanym stadium choroby potwornie śmierdzą. Dodatkowo uważa sie, że moga roznosić zarazę.
|
 |
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
 |
Status KC |
 |
|
|
|
 |
| NOWY LOGIN:
gameserver1.aster.pl,5040 |
| Status: OFFLINE |
|
 |
|
|
|
|
|
 |
Głosuj na KC! |
 |
|
|
|
|
|
|
|
|
|
 |
Powered by |
 |
|
|
|
|
|
|
|
|
|
 |
Losowy screen |
 |
|
|
|
|
|
|
|
|
|
 |
Login |
 |
|
|
|
|
|
|
|
|