Wszędobylska mgła przelewała się gęstymi kłębami po pustych
ulicach i placach Siedmiobramu. Jednak miejsce to wydawało się być
wymarłe tylko z pozoru. Gdy chmura mgły na moment przerzedzała się,
mozna było się dostrzec nieruchome sylwetki, przypominające posągi
wojowników. Zardzewiałe miecze i tarcze prawie nie odbijały bladego
światła księżyca. Nie poruszały się ani o milimetr, trzymane przez
kościste ramiona. Czarne oczodoły tych istot skierowane były prosto
przed siebie. Gdzieniegdzie w ciemności majaczyły też koślawe sylwetki
owinięte w czarne płaszcze, spod których błyskały jedynie żółte,
świecące ślepia. Nagle, w jednym momencie gęsta mgła na placu przed
bankiem rozstąpiła się, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki.
Widać było teraz wyraźnie uzbrojonych po zęby szkieletowych
strażników w asyście nieumarłych magów. Jakieś wyraźnie wyczuwalne
napięcie zawisło na ten krótki moment w powietrzu. (...)

Na bruku pojawiła
się świetlista, bezkształtna plama. Rosnąc, stopnowo przypominała co
raz bardziej kształtujący się portal magiczny. Gdy przejście otworzyło
się ostatecznie, na plac bankowy wkroczyła uroczysta delegacja orków z
wodzem Fortu Pazura na czele. Odgłosy ich ciezkich, wojskowych butów,
odbijały się echem od zdewastowanych ścian budynków. Dla odmiany
odziana w czarną szatę postać, która wyprowadzila całą grupe z
portalu, i która wskazywała teraz drogę, zdawała się poruszać
bezszelestnie, jakgdyby sunęła o cal nad ziemią. Delegacja zmierzała
prosto ku wielkiej budowli zwanej niegdyś Akademią Magii, która jako
jedna z niewielu w mieście nie uległa jeszcze znacznym zniszczeniom. Gdy
grupa kroczyla jeszcze ku wejściu do budynku dziedzińcem, otoczonym z
trzech stron arkadowymi podcieniami i balkonami, okolica wydawała się
nadal zupełnie wymarła. Gdy tylko pierwsze osoby przekroczyły próg, za
ich plecami z oparów mgły wyłoniły się zakapturzone postaci
nekromantów, adeptów czarnej magii oraz zwykłych, podrzędnych sług
Konsorcjum, zmierzające ku siedzibie swoich mistrzów. Natomiast na
delegację w wewnętrznym dziedzińcu budowli czekała juz powitalna
kompania liczów oraz nieumarłych arcymagów, ustawionych w równych
szeregach. Stukot butów po szerokich, kamiennych stopniach, zwiastował
zbliżanie się jakiejs postaci. Po chwili w słabym świetle świec
przybyszom ukazał się Aleksi Grobonow.
-Witajcie w naszej skromnej siedzibie.- rzekł- Wejdźmy na górę i
usiądźmy, aby w sposób godziwy porozmawiać nareszcie o naszym sojuszu.
Wkrótce wieść o owym zdażeniu wyszła z Siedmiobramu i obiegła cały
Fort orczy. W trakcie tych obrad ustanowiono ostatecznie sojusz orków z
nekromantami. Obie strony pomagaly już sobie wzajemnie wiele razy. Teraz
zaś uczestnicy obrad jednogłośnie stwierdzili że należy połączyć
swoje siły na dobre, aby stworzyc jedno potężne mocarstwo, które rzuci
cień grozy na całą krainę. Dlatego też od tej pory przestało istnieć
już Konsorcjum nekromantow. Najwyżsi rangą nekromanci oraz wybrani przez
wodza orkowie zgromadzili się w jednej organizacji, którą nazwali
Imperium. Za cel swojej działalności obrali sobie rozsiewanie grozy i
zniszczenia a także podbicie i opanowanie całej reszty krainy. Wszyscy
rozproszeni po krainie nekromanci, orkowie oraz inni niegodziwcy zostali
wezwani do wyjścia z ukrycia i starania się o członkostwo w tej
elitarnej grupie. Na tych, którzy okażą się tego godni, czekają ponoć
wielkie zaszczyty oraz przywileje.
Nithug